Oblężenie Masady

Po zdobyciu Herodionu i Macherontu w rękach powstańców pozostał już tylko jeden umocniony punkt oporu – Masada (Metzada), leżąca na krańcu Pustyni Judzkiej około 2 km (obecnie 4 km) na zachód od Morza Martwego. Twierdza, spełniająca również funkcje pałacu, wznosiła się na górze, której szczyt tworzył płaski, rozległy płaskowyż, mierzący 634 m wzdłuż dłuższej osi (w przybliżeniu północ-południe) i ok. 306 m wzdłuż krótszej (wschód-zachód).

Dostęp do płaskowyżu był niezwykle trudny – wschodnie, północne i południowe stoki są bardzo urwiste, a ich wysokość ponad poziom pustyni sięga 400–450 m. Ku zachodowi teren gwałtownie się wypiętrza, przez co tamtejsze zbocze jest niższe, mając „jedynie” 100 m wysokości.

Na szczyt prowadziły dwie drogi – główna od zachodu, zaś od wschodu tzw. Ścieżka Węża – wąska, niebezpieczna dróżka, o minimalnej przepustowości.

Naturalne walory obronne góry wzmacniały wzniesione fortyfikacje. Najstarsze powstały w połowie II w. p.n.e., jednak umocnienia, które w 74 r. atakowali Rzymianie, zbudował Herod Wielki w latach 30-tych p.n.e. Cały płaskowyż został wówczas otoczony murem zbudowanym z dolomitowych kamieni, o łącznej długości 7 stadiów [ok. 1300 m]. Józef Flawiusz podaje, że wzdłuż muru stało 37 wież, jednak liczba ta zapewne jest przesadzona, gdyż współcześni archeolodzy zidentyfikowali pozostałości tylko 30 z nich.

Sam mur w gruncie rzeczy nie był zbyt potężny. Miał wprawdzie 5–6 m szerokości, ale nie stanowił litej konstrukcji – zewnętrzna ściana miała tylko 1,4 m grubości, a wewnętrzna 1 m, zaś między nimi znajdowały się korytarze i pomieszczenia użytkowe. Józef Flawiusz donosi, że wieże sięgały 50 łokci [22,5 m] wysokości, aczkolwiek współcześni historycy niezbyt mu dowierzają.

Osobna wieża znajdowała się po zachodniej stronie, u podnóża góry, strzegąc drogi prowadzącej do Masady. Twierdza miała znaczne zapasy żywności oraz system magazynowania wody w cysternach o łącznej pojemności około 40 tys. m³ . Dodatkowo, na otoczonym murami płaskowyżu znajdowały się miejsca pod zasiewy, co jeszcze bardziej utrudniało wygłodzenie obrońców. W zachodniej części twierdzy mieściły się magazyny, ponadto część zabudowań pałacu przeznaczono na warsztaty rzemieślnicze.

Położona w pustynnej, odludnej okolicy Masada uchodziła za najpotężniejszą ze wszystkich twierdz w Judei . Walorów obronnych tego miejsca dobitnie dowiodło długotrwałe, nieudane oblężenie Masady przez Partów w r. 40 p.n.e., a więc jeszcze przed zbudowaniem fortyfikacji, które stawiły czoła Rzymianom.

Herod Wielki traktował Masadę jako swoje najbezpieczniejsze schronienie, wykorzystywane w szczególnie kryzysowych sytuacjach. Gdy skompromitowany współpracą z Antoniuszem, zmuszony był udać się w 30 r. p.n.e. na Rodos, na spotkanie z Oktawianem, właśnie w Masadzie umieścił swoich najbliższych. Również on sam często przebywał w tym miejscu. Aby zapewnić królowi i jego rodzinie dostateczne wygody, w Masadzie wybudowano dwa pałace – jeden reprezentacyjny, w zachodniej partii wzgórza i drugi, tzw. „wiszący”, położony na tarasach północnego zbocza, nieco poniżej poziomu płaskowyżu.

M. Byra „Powstanie w Judei”. Książka w sprzedaży od 19 kwietnia!

Gdy Rzymianie przejęli Judeę pod swą bezpośrednią administrację, Masada straciła swą reprezentacyjną funkcję, tym niemniej nadal pozostawała obsadzona przez załogę wojskową. Podana przez Józefa Flawiusza informacja o tym, że powstańcy zdobyli w Masadzie wielkie zapasy broni – jakoby wystarczające dla 10 tys. ludzi, nie licząc zapasów nieobrobionego żelaza, spiżu i ołowiu – sugeruje, że w tym okresie twierdza spełniała funkcję arsenału. Nie przechowywano w niej jednak, jak się wydaje, ciężkiej broni miotającej, najbardziej skutecznej w razie oblężenia.

Przez prawie całe powstanie Masada pozostawała we władaniu sykariuszy. Dla Rzymian taka sytuacja była poniekąd korzystna (być może dlatego Masada tak długo uniknęła ich ataku), a to ze względu na fatalne stosunki między załogą twierdzy a Jerozolimą.

Sykariusze po śmierci Menahema i wygnaniu ze stolicy wybrali bowiem całkowitą niezależność. Ani rząd Ananosa, ani zelotów nie potrafiły ich poskromić – a zważywszy na niedostępność twierdzy zapewne nie próbowały. Z kolei sykariusze popierali przywódców, walczących z oficjalnymi władzami, o czym świadczy fakt, że udzielili schronienia Szymonowi bar Giorasowi.

Istnieje hipoteza, że w 68 r. w Masadzie schronili się także niektórzy członkowie wspólnoty z Qumran (prawdopodobnie esseńczycy), gdy Rzymianie zaatakowali i zniszczyli główną siedzibę sekty. Być może w 70 r. przybyli też lepiej urodzeni uciekinierzy, w tym arystokraci i wysocy rangą kapłani, jak sugeruje inskrypcja z imieniem (nieznanego skądinąd) Aqaviaha, syna arcykapłana Ananiasza.

Po upadku Jerozolimy sykariusze, dowodzeni obecnie przez Eleazara ben Jaira, nie zaprzestali oporu. Członkowie ugrupowania zamierzali do końca bronić swej wolności, a ich nieugiętą postawę wzmacniały radykalne przekonania religijne. Według Józefa Flawiusza, wszyscy członkowie organizacji powzięli postanowienie, że nie będą służyć Rzymianom, ani nikomu innemu prócz samego Boga . Do dalszej walki mogły nadto mobilizować sykariuszy wierzenia o charakterze apokaliptycznym. Paradoksalnie, wcześniejsze klęski jedynie utwierdzały tę wiarę, gdyż liczne apokaliptyczne utwory zapowiadały wojny i nieszczęścia, które miały poprzedzać nadejście nowej ery.

Z drugiej strony, na tym etapie powstania sykariusze byli dla Rzymian nie tyle niebezpieczni, co uciążliwi. Aktywność radykałów z Masady ograniczała się w praktyce do grabieżczych, niszczących napadów na okoliczne wioski, notabene zamieszkiwane przez ludność żydowską.

Niemniej nawet taka działalność nie mogła być tolerowana i atak na Masadę – zwłaszcza po zdławieniu innych oznak żydowskiego oporu – stanowił jedynie kwestię czasu. Jest wysoce prawdopodobne, że nastąpiłby on już wcześniej, lecz nagła śmierć namiestnika Judei Sekstusa Lucyliusza Bassusa, opóźniła jego przeprowadzenie.

Następcą Bassusa został Lucjusz Flawiusz Silwa Noniusz Bassus. Jego karierę, o której źródła literackie mówią raczej niewiele, znamy z dwóch inskrypcji, odnalezionych w okolicach Ankony w Italii. Wynika z nich, że w chwili otrzymania nominacji Silwa był już doświadczonym politykiem i wodzem: poza sprawowaniem urzędu kwestora i trybuna ludowego, służył wcześniej jako trybun w leg. IV Scythica (być może pod Korbulonem) oraz dowodził leg. XXI Rapax.

Inskrypcje rzecz jasna informują o namiestnictwie Judei, natomiast nie pada w nich żadna aluzja do oblężenia i zdobycia Masady. Najwyraźniej dla samego Silwy nie była to operacja na tyle znacząca, by się nią publicznie chwalić.

Jak informuje Józef, samobójstwo obrońców Masady miało miejsce 15 xanthikos’a, nie podaje on wszakże, w którym roku. Przez wiele lat jako brakujący element daty wskazywano 73 r., jednak najnowsze badania nakazują zrewidować ten pogląd.

Dzięki wspomnianym wyżej inskrypcjom wiadomo, że przed objęciem namiestnictwa Judei Silwa został wyniesiony do rangi pretorskiej oraz zaliczony w poczet patrycjuszy. Obydwa honory otrzymał na mocy decyzji Wespazjana i Tytusa, którzy objęli urzędy cenzorów między kwietniem a końcem czerwca 73 r. i złożyli je po upływie osiemnastu miesięcy.

Nawet gdyby awansowanie Silwy stanowiło jedną z pierwszych decyzji cenzorów, wydaje się nierealne, by przyszły legat w kilka tygodni dotarł do Judei, przejął dowództwo tamtejszych wojsk (o innych obowiązkach nie wspominając) oraz przeprowadził oblężenie.

Tym samym kampanię przeciw Masadzie należałoby datować raczej na 74, niż 73 r., aczkolwiek nie jest to niepodważalne ustalenie. Dzienna data zdobycia twierdzy, jeśli wywodzi się z kalendarza żydowskiego, odpowiadałaby dla 74 r. 11 kwietnia [2 maja, jeśli użyto kalendarza juliańskiego z Tyru]; co ciekawe, byłoby to zarazem święto Paschy, co nadawałoby samobójstwu sykariuszy szeregu symbolicznych konotacji, związanych ze znaczeniem owego dnia dla Żydów.

Józef Flawiusz, niestety, nie informuje, ile potrwały walki o Masadę. Współcześni historycy wyznaczają początek oblężenia obliczając czas, jaki Rzymianie musieli poświęcić na przygotowanie szturmu. Budowa obozów, wału oraz rampy zajęła zdaniem większości badaczy co najmniej kilka miesięcy, początek oblężenia należałoby więc datować na zimę 73/74 r.

Oznaczałoby to jednak, że działania toczyły się w bardzo nietypowym, jak na starożytność, okresie. Według Iana Richmonda, prowadzenie kampanii w zimie wymusił na Rzymianach klimat panujący w dolinie Morza Martwego. Ogromna spiekota (średnie temperatury między majem a październikiem mieszczą się w przedziale 33-40°C) w połączeniu z całkowitym brakiem słodkiej wody czyniły jakoby niemożliwym przebywanie pod Masadą w lecie większej liczby żołnierzy.

Niektóre, najnowsze opracowania kwestionują jednak czasochłonność rzymskich prac oblężniczych i przesuwają przybycie Silwy pod fortecę na końcówkę zimy lub wczesną wiosną. Zdaniem Jonathana Rotha oblężenie Masady niemal na pewno nie ciągnęło się przez zimę; szacuje on, że działania zajęły Rzymianom maksymalnie około dziewięciu tygodni, minimalnie około czterech, najprawdopodobniej zaś – siedem.

Podejmując działania oblężnicze, Lucjusz Flawiusz Silwa od początku był zdecydowany na agresywne oblężenie i zdobycie twierdzy tak szybko, jak to tylko możliwe. Niewątpliwie wpływ na taką decyzję miały ekstremalne warunki, w jakich działali jego żołnierze, jednak nie był to jedyny powód. Obfite zapasy żywności i wody, którymi dysponowała Masada, wykluczały wygłodzenie obrońców. Ewentualna blokada musiałaby trwać bardzo długo, dość długo, by logistyka oblegających nie wytrzymała takiego wysiłku.

Zaopatrzenie stanowiło słabą stronę wszystkich armii starożytności, a pod Masadę trzeba było dostarczać nie tylko żywność i drewno, ale nawet wodę. Był to spory problem, nawet jeśli Rzymianie wspomagali się przy transporcie wynajętymi lub przymuszonymi do pomocy cywilami.

Do tego dochodziły względy polityczne. Udane, zakończone szturmem oblężenie wzmocniłoby prestiż Wespazjana, sprawującego najwyższą władzę w Imperium zaledwie od czterech lat. Demonstracja sprawności rzymskiej machiny militarnej przydałaby się również w stosunkach z Partami, które ostatnio znacznie się pogorszyły (szczególnie po aneksji przez Rzymian królestwa Kommageny w 72 r.; w jej następstwie być może doszło do ograniczonej wojny między mocarstwami). Wreszcie, jak najszybsze zakończenie działań w Judei zwalniało znaczne siły, które mogły się przydać gdzie indziej. Z rzymskiego punktu widzenia wszystko przemawiało za jak najszybszym zdobyciem Masady i tej strategii podporządkowano podejmowane decyzje.

Do zdobycia Masady Flawiusz Silwa zgromadził, jak odnotowano, wszystkie dostępne mu siły. Józef Flawiusz, niestety, nie podaje ich liczebności, współcześni historycy ustalają ją na podstawie źródeł archeologicznych. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że Rzymianie wystawili około 8000 żołnierzy, choć niektórzy historycy podają nieco inne liczby.

Trzon atakujących wojsk stanowił leg. X Fretensis. Jednostka ta, można by powiedzieć, miała szczególne kwalifikacje do czekającego ją zadania, gdyż nie tylko uczestniczyła w walkach z Żydami od początku powstania, ale jeszcze w ich trakcie wyspecjalizowała się w działaniach oblężniczych. Józef Flawiusz, opisując zdobywanie Jerozolimy w 70 r., odnotował, że ze wszystkich legionów właśnie Fretensis miał najpotężniejsze machiny oblężnicze i najskuteczniej się nimi posługiwał.

Oprócz wojsk legionowych w oblężeniu wzięły udział auxilia. Analiza pozostałości otaczających Masadę obozów pozwoliła ustalić ich przypuszczalną liczebność. W oblężeniu wzięły zapewne udział jedna tysiącosobowa i dwie pięćsetosobowe kohorty piechoty oraz jedna pięćsetosobowa kohorta mieszana.

Zwraca uwagę bardzo mała liczebność konnicy, co wynikało z charakteru działań, trudności w zaopatrzeniu w wodę, wreszcie nieodpowiedniego dla użycia jazdy terenu. Być może inne jednostki konnicy stacjonowały poza Masadą i eskortowały karawany z wodą i zaopatrzeniem ciągnące z Engedi lub Hebronu. Poza żołnierzami Rzymianie zaangażowali w oblężenie – być może pod przymusem – około 3000 lokalnych mieszkańców, zlecając im mniej istotne prace i pomoc przy dostawach zaopatrzenia.

Siły obrońców Masady pod względem liczebności zdecydowanie ustępowały Rzymianom. Józef Flawiusz, kończąc opis masowego samobójstwa obrońców, podaje, że „liczba ofiar łącznie z kobietami i dziećmi wyniosła 960”, 985 prócz tego 7 osób poddało się Rzymianom. Sugeruje to, że łącznie w Masadzie oblężonych zostało 967 osób.

Nie wiadomo jednak, czy liczba ta odnosi się do całego oblężenia, czy (najprawdopodobniej) tylko do samobójstwa obrońców. Uwzględniając informacje Józefa oraz dane archeologiczne, Mordechai Gichon oszacował społeczność sykariuszy na 1100-1200 osób, łącznie ze starcami, kobietami i dziećmi. Wśród nich mogło być maksymalnie 600 zdolnych do walki mężczyzn.

Stosunek zbrojnych rzędu 11,5:1 lub jeszcze gorszy dawał Rzymianom miażdżącą przewagę. Wprawdzie położenie i umocnienia Masady niwelowały ją częściowo, jednak mała liczebność oblężonych wykluczała prowadzenie bardziej aktywnej obrony, chociażby za pomocą wypadów z twierdzy. W połączeniu z brakiem w Masadzie ciężkiej broni miotającej, Żydzi zostali zmuszeni do biernej obrony, która wobec świetnie przygotowanego przeciwnika rokowała małe szanse na sukces.

Rozpoczęte prawdopodobnie na początku 74 r. oblężenie Masady zostało starannie zaplanowane. Józef pisze, że ruszywszy na wroga, wódz rzymski: „szybko opanował całą okolicę i w najbardziej stosownych punktach rozmieścił załogi”.

Był to pierwszy etap prac oblężniczych, polegający na rozlokowaniu własnych sił wokół oblężonej twierdzy. W tym celu zbudowanych zostało wokół góry osiem obozów. Leg. X Fretensis zajęła dwa z nich, po zachodniej i wschodniej stronie twierdzy, oznaczane obecnie literami F oraz B. Siły w nich rozmieszczone ocenia się jako mniej więcej równe, przy czym w obozie F kwaterowało dowództwo X legionu.

Rzymski obóz pod Masadą.

Zastanawiające jest dość niekorzystne położenie obozu B. Znajdował się po południowo-wschodniej stronie wzgórza, a więc z dala od miejsca, w którym koncentrowały się działania oblężnicze. Według jednej hipotezy, jego położenie wymusiły względy religijne. W starożytności wierzono, że bogowie bezpośrednio wpływają na losy śmiertelników i starano się zawczasu poznać ich wolę.

Również w armii rzymskiej przywiązywano znaczną wagę do wróżb i innych obrzędów, które wiązały się z obserwacją takich zjawisk jak wschód Słońca. Z obozu F rzymscy augurowie nie mogli swobodnie obserwować wschodu Słońca, gdyż masyw Masady zasłaniał jego widok.

W tej sytuacji część sił – w tym pierwsza kohorta, do której byli przypisani augurowie – musiała stacjonować po przeciwnej stronie wzgórza, a więc w obozie B. Inna, bardziej prawdopodobna hipoteza wyjaśnia istnienie dwóch dużych obozów względami militarnymi.

Silwa miał świadomość, że warunki terenowe dzielą obszar działań na dwie części (wschodnią i zachodnią), między którymi komunikacja jest trudna, a przerzucanie większych sił bardzo czasochłonne. Każdy sektor musiał więc pozostać w dużym stopniu samodzielny, stąd potrzeba wzniesienia dwóch równorzędnych baz głównych – F (zachodniej) i B (wschodniej).

W nich znajdowały się centra dowodzenia sektorem, w nich stacjonowały znaczne, rezerwowe siły, które mogły natychmiast skontrować ewentualny wypad z Masady, lub nawet próbę ucieczki jej obrońców. Równocześnie pozycje obydwu obozów uzupełniały się nawzajem, umożliwiając chociażby dokładną obserwację obleganej fortecy ze wszystkich kierunków. Przypuszczalnie obóz B pełnił ponadto rolę centrum logistycznego operacji, a stacjonujący w nim żołnierze zabezpieczali linie komunikacyjne.

Natomiast niewielki obóz F2 (będący wydzieloną częścią F) powstał, jak się sądzi, już po zakończeniu oblężenia, choć jego rola jest dosyć zagadkowa. Być może w nim, a nie w samej twierdzy, umieszczono garnizon pozostawiony po zdobyciu Masady. Sądząc po rozmiarach obozu, w F2 stacjonowały cztery turmae jazdy i dwie centurie piechoty.

Pozostałe obozy prawdopodobnie mieściły od 3 do 6 centurii i zostały rozlokowane wokół całej twierdzy. Wśród nich zwraca uwagę obóz H – znajdując się na górze, sąsiedniej w stosunku do Masady i o podobnej wysokości, umożliwiał wgląd do wnętrza twierdzy. Stacjonujące w obozach A, C, D, E, G, H wojska pomocnicze miały przeciwdziałać wypadom obrońców, wyłapywać uciekinierów oraz prowadzić służbę patrolową.

Zwolnione z tych zadań oddziały legionowe miały się skoncentrować na przygotowaniu szturmu fortecy. Wymienione obozy uzupełniał niewielki (30 x 40 m), wyrównany i umocniony obszar zwany Dziedzińcem Budowlanym (The Engineering Yard). Znajdował się on na zachód od Masady, nieco na południe od obozu E, tuż przy podstawie rampy, z której zaatakowano twierdzę. Przeznaczenie Dziedzińca wzbudza wątpliwości badaczy, wydaje się jednak, że stanowił on skład materiałów budowlanych oraz miejsce, gdzie przygotowywano półfabrykaty do budowy rampy i machin oblężniczych.

Same obozy zostały wzniesione w solidny, choć wymuszony okolicznymi warunkami, sposób. Całkowity brak drewna sprawił, że w charakterze budulca wykorzystano kamienie i odłamki skalne. Zachowane do dziś fragmenty obozowych wałów mają przeciętnie 1,5 m grubości i taką samą wysokość; pierwotnie, sądząc z ilości rozsypanego materiału, sięgały około 3 m. Wokół wałów brak jest głębokich fos, zbyt trudnych do wykopania w skalistym podłożu. W obozach oddziały rozlokowano w półstałych barakach. Także one zostały zbudowane z łączonych na sucho ścian z gruzu, grubych na 0,6 m, pierwotnie wysokich na ok. 1,2 m. Zadaszenie z kolei wykonano prawdopodobnie ze zwykłych namiotów, gdyż inny materiał na dachy nie był w okolicy dostępny.

Zakwaterowanie w tego typu barakach miało tę zaletę, że – w porównaniu z tradycyjnymi namiotami – pomieszczenia były chłodniejsze w trakcie dnia i cieplejsze w nocy.

Oprócz obozów w okolicy Masady powstał jeszcze jeden kompleks prowizorycznych kwater – canabae. Według jednej z hipotez, przeznaczono go dla żydowskiej siły roboczej oraz przydzielonych do niej nadzorców. Bardziej przekonujący wydaje się jednak pogląd, że w canabae zamieszkali powiązani z żołnierzami cywile. Wśród nich dominowali zapewne różnej maści handlarze, którzy dostarczali produktów, zapewniali prymitywną rozrywkę, kupowali niewolników i łupy wojenne. Godna uwagi jest gotowość, z jaką ci ludzie przebywali miesiącami w bardzo nieprzyjaznym terenie, niemniej liczni, w dodatku dobrze opłacani żołnierze rzymscy stanowili doskonałą klientelę dla każdego kupca.

Pobyt wojska na jałowym pustkowiu wokół Masady nie byłby możliwy, gdyby Silwa nie zorganizował dostaw zaopatrzenia. Starożytni autorzy poświęcają zazwyczaj niewiele uwagi działaniom logistycznym; Józef Flawiusz napomyka jedynie, że oblegający sprowadzali nie tylko żywność ale także i wodę.

Właściwe pojęcie o skali rzymskiego wysiłku dają dopiero współczesne szacunki. Według obliczeń Mordechaia Gichona, sami żołnierze zużywali co najmniej 10,4 t. żywności i 64 t. wody dziennie. Oba produkty musieli też otrzymywać żydowscy niewolnicy zapędzeni do prac przy oblężeniu.

Dla koni i zwierząt jucznych trzeba było dostarczać minimum 35,8 t. paszy oraz 70,2 t. wody dziennie (przy założeniu, że na stanie armii znajdowało się 1200 koni i 3000 mułów/osłów/wielbłądów). Mało tego, Rzymianie sprowadzali znaczne ilości innych materiałów, np. drewniane belki do budowy rampy. Te ostatnie pozyskiwano około 100 km od Masady; cykl dostawy zajmował mniej więcej 8 dni.

Łącznie, jak szacuje izraelski historyk, do rzymskich obozów musiało docierać dzień w dzień około 50 konwojów, każdy złożony z 60 zwierząt jucznych (zakładając, że jedno przenosiło 90 kg ładunku). Stworzenie i podtrzymywanie takiego strumienia dostaw dobitnie świadczy o wiedzy i umiejętnościach organizacyjnych sztabu Silwy; byłyby one znaczące nawet według współczesnych standardów.

Dystrybucja zaopatrzenia na obszarze objętym działaniami również nastręczała niemałych trudności. Aby umożliwić komunikację między pustynną równiną na wschodzie, a wyniesionym terenem u stóp zachodniego zbocza Masady, Rzymianie wybudowali drogę, która wiodła między obozami D i F. Niemniej jej przepustowość musiała być ograniczona, gdyż ze stromej, wiodąca zygzakami i szerokiej maksymalnie na 2 m trasy mogli korzystać tylko tragarze i zwierząt juczne.

Zająwszy pozycje wokół Masady, Rzymianie przystąpili do odcięcia oblężonych od łączności ze światem. Józef Flawiusz ten etap prac kwituje jednym zdaniem – „[wódz rzymski] całą twierdzę otoczył murem, aby nikomu z oblężonych nie było łatwo zbiec i powyznaczał ludzi do pełnienia straży”.

Wspomniany mur to linia cyrkumwalacyjna. Zbudowano ją, podobnie jak wały obozów, z okolicznych kamieni i gruzu. Linia nie otaczała całej góry – na odcinku południowym, gdzie znajdują się bardzo urwiste klify, zrezygnowano z budowy wału, zadowalając się naturalną barierą. Ponadto istniały przerwy dostosowane do przebiegu wadi – sezonowych koryt, które w okresie jesienno-zimowym wypełniały się wodą.

Linia cyrkumwalacyjna stykała się z pięcioma obozami wojsk pomocniczych (A, D, E, G, H), które stanowiły bazy dla oddziałów patrolujących teren. Przejścia (bramy) w wale były nieliczne i dobrze nadzorowane – naprzeciw wylotu Ścieżki Węża wznosił się obóz C, inne przejścia prowadziły bezpośrednio do obozów A, E i G, podczas gdy kolejne znajdowało się między obozami E i F. Dodatkowo, północną i wschodnią stronę linii wzmocniono, wkomponowując w nią 15 wież rozmieszczonych w odległości 72–90 m od siebie.

Wieże miały polepszyć pole obserwacji w trudnym terenie, a także ułatwić przekazywanie wiadomości, choćby za pomocą sygnałów świetlnych. Najprawdopodobniej umieszczono w nich łuczników, względnie lekkie balisty (skorpiony), mające zwalczać ewentualne wypady lub próby ucieczki oblężonych. Łączny obwód linii cyrkumwalacyjnej wynosił około 4,5 km. Przypuszcza się, że powstała w czasie od 1 do 2 tygodni.

Po zakończeniu prac przygotowawczych Silwa przystąpił do planowania szturmu.

Ukształtowanie terenu w zasadzie narzucało kierunek ataku. Zachodnie zbocza góry są znacznie niższe, w dodatku znajdowało się tam siodło skalne, nazywane przez Józefa Flawiusza Leuke, czyli Biała Skała albo Biała Ostroga. Był to dość szeroki, kredowy występ, zdaniem Józefa o 300 łokci [135m] niższy niż szczyt atakowanej góry. W rzeczywistości podstawa Leuke leżała „zaledwie” 90 m poniżej płaskowyżu, zaś jej grzbiet – po którym biegła prowadząca do twierdzy droga – kończył się zaledwie kilkanaście metrów poniżej podstawy murów.

Przed samą Leuke znajdował się pagórek, na którym stała wielka wieża będąca samodzielnym, wysuniętym punktem oporu. Jak się wydaje, sykariusze nie bronili tej wieży, w każdym razie Józef Flawiusz nic na ten temat nie wspomina. Zająwszy pagórek, Rzymianie ustawili na nim machiny miotające, które miały osłaniać dalsze prace oblężnicze. W przeciwieństwie do wcześniejszych oblężeń, ostrzał prowadziły przede wszystkim balisty – archeolodzy nie odnaleźli w Masadzie żelaznych grotów bełtów, co wskazuje, że katapulty wykorzystano w niewielkim zakresie lub wcale.

Kolejnym etapem oblężenia było wzniesienie rampy, po której można by wciągnąć machiny oblężnicze. Podstawa rampy, jak podaje Józef, mierzyła 200 łokci [90 m] wysokości, po czym następowała warstwa głazów mierząca kolejne 50 łokci [22,5 m] wysokości 1006 . Powyższy opis sugeruje monstrualny rozmiar prac budowlanych, czemu jednak przeczą współczesne badania.

Rampa bowiem nie była budowana od podstaw, lecz w oparciu o naturalną wyniosłość Leuke. Siodło skalne zostało podwyższone o 8–9 m, zaś na końcowym (wschodnim) odcinku o 20-22 m.

Liczby, które podaje Józef Flawiusz są najprawdopodobniej poprawne, acz starożytny autor błędnie je opisuje (być może źle zinterpretował raport Silwy z oblężenia, do którego zapewne miał dostęp): podane przezeń 200 łokci dokładnie określa naturalną wysokość Leuke (a nie dolnych warstw rampy), zaś kolejne 50 łokci to maksymalna wysokość wzni sionej przez Rzymian konstrukcji (a nie wieńczącej ją warstwy głazów).

Pomimo, że rampę wznoszono w oparciu o grzbiet Leuke, jej budowa wymagała ogromnego nakładu sił i środków. Łączna długość zużytych, drewnianych belek sięgała, jak obliczył Mordechai Gichon, 212 tys. m. Według tego samego autora do wypełnienia wnętrza rampy użyto około 100 tys. m³ ziemi oraz gruzu skalnego. Dodatkowym problemem była niewielka przestrzeń, na której prowadzono budowę – ograniczała ona liczbę pracujących naraz ludzi. Szacuje się, że czołową część rampy wznosiło równocześnie 170, najwyżej zaś 220 robotników; dwie podobne grupy mogły pracować w kolejnych rzutach, za plecami pierwszej. Pozostali żołnierze i robotnicy gromadzili i dostarczali potrzebne materiały oraz, co oczywiste, pilnowali bezpieczeństwa budujących. W oparciu o własne szacunki dotyczące pracochłonności rampy (wyrażone w liczbie roboczodniówek), Gichon doszedł do wniosku, iż Rzymianie poświęcili na jej wzniesienie blisko 6 miesięcy, aczkolwiek niektórzy badacze znacząco skracają ten okres.

Po ukończeniu rampa mierzyła 200 m długości; na tym dystansie zwiększała swą wysokość o ok. 67 m. Przy podstawie nasyp miał ok. 210 m szerokości, po czym zwężał się ku górze, gdzie wieńcząca go warstwa dopasowanych głazów (być może pozyskanych z porzuconej przez powstańców wysuniętej wieży), tworzyła równą, wytrzymałą drogę dla ciężkich machin oblężniczych. Rampę cechowało niebagatelne pochylenie rzędu 17-19°, aczkolwiek końcowa część podjazdu mogła być bardziej płaska. Prawdopodobnie na początku pracy legioniści wykuli wzdłuż grani Leuke dwa równoległe rzędy stopni przypominających schody. Dalsza budowa rampy przebiegała według rzymskiego standardu – po bokach ustawiano drewniane belki, lekko pochylone ku sobie, zaś przestrzeń między nimi wypełniano kamieniami i ziemią. Tym samym materiałem przysypano również belki od zewnątrz. Drewno, głównie z drzew gatunku tamaryszku, ściągano z okolic Engedi oraz zalesionych dolin Moabu na wschód od Morza Martwego. Mimo ogromnych rozmiarów rampa nie zdołała sięgnąć górnego poziomu murów, do czego zazwyczaj dążono, a być może nawet szczytu wzniesienia.

Z chwilą rozpoczęcia budowy rampy także Żydzi wiedzieli, w którym punkcie umocnień skoncentrować obronę. Niestety, Józef Flawiusz nie opisuje działań, jakie podjęli powstańcy, by zakłócić postępy oblężenia. Wydaje się, że ze względu na szczupłość sił oraz specyficzne warunki terenowe nie prowadzili oni zbrojnych wypadów, poprzestając na ostrzeliwaniu Rzymian.

Wśród sykariuszy znalazło się najwyraźniej wielu łuczników – tylko w Pałacu Zachodnim odnaleziono ponad 200 grotów strzał, a kontekst odkrycia pozwala sądzić, że znajdował się tam warsztat (fabricae), w którym wytwarzano owe pociski. Pochyły, mocno opadający teren umożliwiał także powstańcom spychanie wielkich, okrągłych głazów, znajdowanych obecnie u podnóży Masady. O skuteczności takich form obrony można jedynie domniemywać, choć przykład innych, wcześniejszych oblężeń dowodzi, że sam ostrzał rzadko sprawiał kłopoty Rzymianom.

Pracujący przy rampie legioniści kryli się zapewne za różnego typu osłonami, takimi jak żółwie saperskie, embelony, albo wineje. Najbardziej niebezpieczne roboty można było prowadzić w nocy.

Wreszcie, religia mojżeszowa zabraniała swym wyznawcom walki w szabat, chyba że w obronie własnego życia, co już wcześniej wykorzystywali Rzymianie, intensyfikując prowadzone w tym dniu działania zbrojne. Jakkolwiek by nie było, najpóźniej po upływie kilkunastu a może nawet kilku tygodni nasyp został zbudowany, co oznaczało porażkę obrońców na tym etapie oblężenia.

Powstała rampa miała stanowić podstawę dla machin oblężniczych, którymi Rzymianie chcieli sforsować mur twierdzy. Opracowania najwięcej uwagi poświęcają potężnej wieży oblężniczej, tak opisanej przez Józefa Flawiusza: „wzniesiono także wieżę wysoką na sześćdziesiąt łokci i dookoła opancerzoną żelazem. Rzymianie miotali stąd pociski z licznych skorpionów i balist”. Zazwyczaj wieża ta bywa przedstawiana jako klasyczna, ruchoma helepola, wyposażona w taran, pomost szturmowy i machiny miotające, co wszakże wydaje się błędne.

Najwięcej wątpliwości budzi sposób, w jaki ogromna, ważąca kilkaset ton machina mogłaby się poruszać po rampie, wznoszącej się przecież pod niebagatelnym kątem 17-19°. W istocie, Józef Flawiusz nigdzie nie pisze, jakoby wieża była ruchoma. Nic też nie sugeruje, by to właśnie w jej wnętrzu umieszczono taran, którym Rzymianie zaatakowali mur Masady. Według relacji źródłowej, taran ów ustawiono jednocześnie z rozpoczęciem z wieży ostrzału, co sugeruje, że był on osobną machiną. Najprawdopodobniej zatem wieżę skonstruowano jako nieruchomą, a jej zadanie polegało na zapewnieniu dogodnych stanowisk machinom miotającym – zwiększeniu ich zasięgu, polepszeniu pola ostrzału, wreszcie zabezpieczeniu żołnierzy obsługi. Wieża, nawet nieruchoma, dawała ponadto osłonę i punkt oparcia dla pracujących przy rampie. W sumie była to konstrukcja analogiczna do ceglanej wieży, zbudowanej przez legionistów podczas oblężenia Massylii w 49 r. p.n.e. Jak opisuje G. Juliusz Cezar, budowla ta służyła do miotania ciężkich pocisków, osłaniała prowadzone w pobliżu roboty oblężnicze, zaś w razie niebezpieczeństwa dawała schronienie pracującym w pobliżu żołnierzom. Identyczną taktykę stosowali Wespazjan pod Jotapatą orazTytus pod Jerozolimą – w obydwu przypadkach pokryte metalowymi osłonami wieże stały w drugiej linii, zaś mur atakowały żółwie taranowe.

Za hipotezą o nieruchomej konstrukcji wieży przemawiają również inne argumenty. Podciągnięta pod sam mur wieża czyniłaby możliwym wdarcie się nań przy użyciu pomostów szturmowych – w tej sytuacji niecelowym byłoby jego burzenie. Rzekomo zamocowany na niej taran mógłby przenosić wstrząsy na wysoką i mało stabilną konstrukcję. Wreszcie wydaje się, że sytuacja taktyczna nie zmuszała Rzymian do budowy tak zaawansowanej i skomplikowanej machiny. Broniący Masady Żydzi byli nieliczni i bierni, do ich zablokowania z powodzeniem mogła wystarczyć stojąca z tyłu, nieruchoma wieża. Jej górna część byłaby zaledwie kilka-kilkanaście metrów poniżej murów Masady, co nawet przy dystansie rzędu 200 m pozwalałoby rzymskim balistom prowadzić bezpośredni ostrzał (skuteczny zasięg rzymskich machin miotających sięgał 350–400 m), który przepędzałby obrońców z muru. Taka konstrukcja byłaby więc wystarczająco efektywna, za to bardziej stabilna i trwała, a przy tym mniej kosztowna, pracochłonna i mogąca powstać w krótszym czasie. Dla pragmatycznych Rzymian takie argumenty z pewnością miały znaczenie.

Pod Masadą sforsowanie murów twierdzy zostało powierzone taranom. Ich atak został skoordynowany z bardzo silnym ostrzałem murów z broni miotającej. Miażdżącą skuteczność balist leg. X Fretensis i pomocniczych łuczników (być może z coh. I milliaria sagittariorum) odnotował Józef Flawiusz pisząc, że „Rzymianie (…) szybko przepędzili obrońców z muru, a nawet nie pozwolili im wychylić głowy”. Ostrzał rzymski stał się tak skuteczny, gdyż machiny miotające (choć z pewnością nie wszystkie) zajęły obecnie pozycje na i wewnątrz wieży. Ślady intensywnej walki dystansowej widać również w zachowanym materiale archeologicznym. W trakcie wykopalisk odnaleziono kilkaset kamiennych pocisków do balist, w większości (85%) o masie 0,6–3 kg, choć pojedyncze egzemplarze ważyły po 13,5 kg, a jeden nawet 22 kg.

Po przepędzeniu obrońców z muru do akcji wkroczył potężny taran, będący – jak wszystko na to wskazuje – osobną machiną od wieży. Bezpieczeństwo obsługującym go żołnierzom zapewniał najprawdopodobniej żółw taranowy. Użyte w źródle określenie „potężny” odnosi się do ciężaru i rozmiarów belki taranowej, niestety nieopisanej bardziej szczegółowo.

Niewykluczone wszakże, że była to ta sama machina, która trzy lata wcześniej tak skutecznie burzyła mury Jerozolimy, iż sami Żydzi nadali jej imię „Nikona” (Zwycięzcy).

Opisując pierwszą fazę ataku na mur, Józef Flawiusz wspomina o użyciu jednego, tarana. Po pewnym, bliżej nieokreślonym czasie, skruszył on część muru Masady, a następnie obrócił go w gruzy. Wtedy okazało się, że przewidujący Żydzi zdążyli zabezpieczyć atakowane miejsce wałem drewniano-ziemnym.

Deficytowe na terenie twierdzy belki pochodziły z rozbiórki sklepień budynków pałacowych i magazynów. Konstrukcja wału opierała się o dwie równoległe, drewniane ściany, które uzupełniono ustawionymi pod ostrym kątem belkami poprzecznymi (tworzącymi w rzucie z góry zygzak lub harmonijkę). Przestrzeń między nimi wypełniano gliną i ziemią. Był to sposób często stosowany w starożytności – opis identycznego wału znajduje się w dziele Wegecjusza, który zalecał, by budować go w odległości 20 stóp [6 m] od zewnętrznej linii murów.

Wydaje się jednak, że w Masadzie sykariusze nie zbudowali blokady z tyłu kamiennego muru, ale wewnątrz niego. Jak wyżej wspomniano, mur ów miał konstrukcję kazamatową, co oznacza, że między zewnętrznymi ścianami znajdowały się korytarze i izby użytkowe. Obrońcy Masady wypełnili te pomieszczenia drewnianym szalunkiem i ziemią. Tylko taki sposób tłumaczy zaskoczenie Rzymian, mających wgląd do wnętrza twierdzy (z obozu H), ale nie do środka muru kazamatowego.

Po zburzeniu zewnętrznej, kamiennej ściany, drogę do wnętrza twierdzy zagrodziła przeszkoda drewniano-ziemna. Rzymianie z miejsca przystąpili do ataku na wał, jednak tym razem nie odnieśli sukcesu. W tej fazie ataku zostało użytych już kilka taranów – Józef Flawiusz pisze o nieskutecznych uderzeniach machin, w liczbie mnogiej. Ich uderzenia grzęzły jednak w miękkim materiale wału, nie czyniąc mu szkody. W istocie, wał o zastosowanej konstrukcji był odporny na uderzenia taranem, gdyż wypełniająca go ziemia skutecznie amortyzowała wszystkie uderzenia. W tej sytuacji Silwa rozkazał zasypać przeszkodę pochodniami, chcąc spalić spajające ją belki. Sposób zadziałał, może nawet zbyt dobrze. Podsycany silnym wiatrem pożar rozgorzał tak silnie, że zaczął ogarniać pobliskie machiny oblężnicze Rzymian (zapewne tarany – znów wymienione w liczbie mnogiej). Tylko nagła zmiana kierunku wiatru sprawiła, że nie uległy one zniszczeniu. Sam wał, ostatnia linia obrony Masady, spłonął jednak od góry do dołu. Zapadająca noc, a zapewne i potrzeba odczekania aż pogorzelisko ostygnie, skłoniły Rzymian do odłożenia ostatecznego szturmu na następny dzień. Właściwie, już w tym momencie los Masady był przesądzony.

Z beznadziejnego położenia twierdzy zdawali sobie sprawę również jej obrońcy. Eleazar ben Jair podobno nie znajdował „żadnego sposobu ratunku ani obrony”. Jak relacjonuje Józef Flawiusz, wódz sykariuszy nie chcąc uciekać ani tym bardziej się poddać, postanowił nakłonić oblężonych do zbiorowego samobójstwa.

Zgromadziwszy swych ludzi w pałacu, wygłosił do nich dwie płomienne przemowy, które ostatecznie przekonały opornych. Mężczyźni pozabijali swych bliskich i spalili cały dobytek na jednym, wspólnym stosie. Następnie wylosowali spośród siebie dziesięciu, którzy uśmiercili pozostałych. Gdy ci ostatni legli martwi, jeden wylosowany sykariusz zabił dziewięciu towarzyszy, po czym podpalił pałac i przebił się mieczem.

Powyższy epizod nawet po dziewiętnastu stuleciach wzbudza niemało wątpliwości i kontrowersji. Chociaż relacja Józefa bywa współcześnie odczytywana jako wyraz uznania dla heroizmu powstańców, jej rzeczywista wymowa może być zgoła odmienna.

We wcześniejszych partiach tekstu „Wojny żydowskiej” sykariusze są konsekwentnie oczerniani i jawią się jako fanatycy, zbrodniarze, albo uzurpatorzy. Wydaje się wątpliwe, by blisko związany z Flawiuszami autor nagle postanowił ukazać obrońców Masady w pozytywnym świetle, ani tym bardziej by chciał ich gloryfikować jako bohaterskich, nieugiętych czempionów wolności. Użyte przez Józefa aluzje i środki retoryczne wskazują przy bliższej analizie raczej coś przeciwnego – mianowicie, że widział on w zbiorowym samobójstwie sykariuszy zasłużoną karę, poniesioną za zbrodnie popełnione na rodakach (takie jak złupienie Engedi), a także jako mimowolne przyznanie się przez nich do winy.

Niezależnie od ukrytego moralizatorstwa, wiarygodność Józefa pomniejszają odkrycia archeologiczne, które w kilku szczegółach są sprzeczne z opisem samobójstwa sykariuszy.

Północny Pałac (jedyny, o którym wspomina Józef) był zbyt mały, by pomieścić niemal tysiącosobowy tłum powstańców i ich rodzin. Dobytek oblężonych nie spłonął na jednej stercie, lecz na wielu. Wbrew temu, co twierdzi Józef, podpalono niektóre spichrze z żywnością. Kilku bogatszych masadczyków starannie ukryło swoje pieniądze, jak gdyby mieli zamiar je odzyskać. Ponadto zastanawiające jest, że tak dramatycznego aktu rozpaczy nie zauważył bodaj żaden z rzymskich historyków – w każdym razie relacja Józefa Flawiusza pozostaje jedyną zachowaną.

Dalsza, frapująca dyskusja wiąże się z ludzkimi szczątkami odnalezionymi w Masadzie, które przez lata próbowano przypisać zelotom (w istocie sykariuszom). Jednak dwa lub trzy szkielety odkryte w Północnym Pałacu przypuszczalnie pozostawili polegli w 66 r. żołnierze rzymskiego garnizonu. Odnalezione w tym samym miejscu kobiece warkocze ewidentnie ścięto z głowy poganki wziętej przez powstańców do niewoli.

Wreszcie pochówek w jaskini w południowym klifie, początkowo szacowany na 25 ofiar, a ostatnio na zaledwie kilka (minimum 5, sądząc po liczbie czaszek), wydaje się skrywać ciała raczej Rzymian niż Żydów, o czym świadczą obecne w grobowcu kości nieczystych świń. Zresztą, nawet gdyby zwłoki w jaskini należały do sykariuszy, znaczyłoby to, że schowali się w niej przed Rzymianami, po czym zostali wykryci i zabici na miejscu. Trudno to pogodzić z przekazem o niemal jednomyślnej ofierze z własnego życia.

Przytoczone wątpliwości nie oznaczają wszelako, że obrońcy Masady nie popełnili zbiorowego samobójstwa. Prawdopodobnie jednak na życie swoje i bliskich targnęli się tylko niektórzy, najbardziej zdeterminowani powstańcy – wśród nich może przywódcy? – podczas gdy pozostali próbowali walczyć, ukryć się lub uciec. Niezależnie od indywidualnych decyzji i tak prawie wszyscy ponieśli śmierć, gdyż po męczącym oblężeniu Rzymianie nie mieli wielkiej ochoty brać jeńców. Z drugiej strony istnieją powody by sądzić, że pewnej liczbie sykariuszy udało się wymknąć z pułapki (na co mieli całą noc). Po upadku Masady należący do ugrupowania uchodźcy pojawili się bowiem w Egipcie. W Aleksandrii usiłowali nawet namawiać Żydów do wzniecenia powstania, zabili również kilku notablów, którzy sprzeciwiali się ich wystąpieniom.

Żydowska starszyzna doceniając zagrożenie zareagowała szybko i ostro – sykariusze zostali uwięzieni i wydani Rzymianom. Większość z nich skazano później na śmierć. Józef Flawiusz, opisując ich ostatnie chwile, twierdzi, że mimo tortur ani jeden z fanatyków nie wyparł się swoich poglądów, ani nie zadeklarował posłuszeństwa cezarowi.

Po samobójstwie i – być może – ucieczce sporej części obrońców Rzymianie nie mieli problemu z zajęciem Masady. Szturm rozpoczął się rankiem po zniszczeniu muru – atakujący ponoć

nie wiedzieli o nocnych wydarzeniach wśród obrońców. Żołnierze wdarli się do Masady przy pomocy drabin oblężniczych, co wskazuje, że resztki obwarowań wciąż stanowiły przeszkodę w dostępie do twierdzy. Oczywiście, przy braku obrońców potencjalnie ryzykowny atak z drabin nie napotkał na żaden opór. Według Józefa Flawiusza, zdezorientowani Rzymianie spenetrowali zdobytą twierdzę, znajdując jedynie trupy obrońców oraz dwie żywe kobiety wraz z pięciorgiem dzieci, które ukryły się w podziemnej cysternie i tym sposobem uniknęły śmierci. Jeśli inni Żydzi ukrywali się w zakamarkach twierdzy, usiłowali uciekać lub walczyć, to zostali oni zabici lub wzięci do niewoli. Po wyjaśnieniu sytuacji Silwa pozostawił w Masadzie załogę wojskową, sam zaś z resztą wojska podążył do Cezarei.

Ponieważ oficjalnie wojna zakończyła się wraz ze upadkiem Jerozolimy w 70 r., można wątpić, by Rzymianie starali się nagłaśniać zdobycie pustynnej twierdzy. Zapewne z tego samego powodu Silwa nie otrzymał odznak triumfalnych przyznawanych najbardziej zasłużonym wodzom ani nawet korony murowej. Z drugiej strony w 74 r. legat Judei po raz kolejny potwierdził swoje militarne kompetencje, co flawijscy princepsi skrupulatnie odnotowali. Wyrazem ich uznania stała się nominacja na eponimicznego konsula (consul ordinarius) w 81 r. oraz wejście w skład prestiżowego kolegium pontyfików. Późniejsze losy Silwy nie są znane, a niektórzy badacze przypuszczają, że padł ofiarą represji Domicjana skierowanych przeciwko podejrzewanym o nielojalność senatorom.

Zdobycie Masady zakończyło działania wojenne w Judei. Końcowe epizody wojny, czyli oblężenia Herodionu (o ile zajęcie twierdzy zasługuje na to miano), Macherontu i Masady można ocenić jako jednostronną walkę, w której prawie wszystkie atuty leżały po stronie Rzymian.

Imperialna armia dysponowała przygniatającą przewagą nad przeciwnikiem, dysponowała również skutecznymi sposobami, by po kolei zdobywać powstańcze twierdze, niezależnie od tego, jak korzystnie były one położone, ani jak dobrze ufortyfikowane i zaopatrzone. Żadne ze wspomnianych oblężeń z rzymskiego punktu widzenia nie stanowiło nadzwyczajnego wyzwania – do ich prowadzenia wystarczał garnizon prowincji, pod komendą lokalnego dowódcy, działającego w rutynowy sposób. Zdobycie Herodionu, Macherontu i Masady oraz bitwa w lesie Jardes były w gruncie rzeczy operacjami czyszczącymi – w ich wyniku Rzymianie zlikwidowali resztki wrogich sił, przypieczętowując zwycięstwo, które zostało odniesione już wcześniej.

Opór, jaki przy tej okazji stawiali powstańcy okazał się słaby, a ich morale niskie. W ostatniej fazie wojny Żydzi walczyli jedynie wówczas, gdy nie mieli innego wyjścia, a i to nie zawsze. Podczas oblężeń ani razu nie doszło do szturmu, dwa razy wskutek uprzedniej kapitulacji obrońców, za trzecim razem z powodu ich samobójstwa. Pod Masadą największy problemem stanowił nie opór sykariuszy – o którym Józef Flawiusz ledwo napomyka – ale skrajnie niekorzystne warunki lokalne, zwłaszcza klimatyczne i raczej na drugim miejscu terenowe. Brak – lub dalece niewystarczająca ilość – walecznych, dobrze wyekwipowanych i dobrze wyszkolonych obrońców przesądził o upadku każdej z zaatakowanych przez Rzymian twierdz.

Powyższy tekst pochodzi z książki Mateusza Byry „Powstanie w Judei 66 – 74 n.e”. Książkę możesz kupić tylko na stronie Wydawnictwa Atryda.

Spodobał ci się artykuł? – udostępnij go w swoich social media.

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.