„Nieszpory efeskie”. Rzeź Rzymian w Azji Mniejszej

W 88 roku p.n.e w Azji Mniejszej doszło do bezprecedensowej masakry. Z poduszczenia Mitrydatesa VI w jednym dniu wymordowani zostali wszyscy Rzymianie i Italikowie przebywający w Azji Mniejszej. Te krwawe wydarzenia funkcjonują w historiografii pod mianem „nieszporów efeskich” – nazwy wymyślonej przez Theodora Reinacha, który nawiązywał do średniowiecznych „nieszporów sycylijskich”.

 

Rzymianie w Azji Mniejszej

Po raz pierwszy tereny azjatyckie znalazły się w orbicie zainteresowań Republiki Rzymskiej w czasie wojny z Antiochem III Wielkim. Po odparciu inwazji Seleukidy na Grecję idące w pościgu za królem wojska rzymskie wkroczyły w 190 roku p.n.e na ziemie Azji Mniejszej.
Po rozstrzygającym zwycięstwie pod Magnezją, w wyniku pokoju w Apamei, w 188 roku p.n.e Seleukidzi utracili wszystkie posiadłości aż po góry Taurus.

Wówczas jeszcze Rzym nie zdecydował się utworzyć nowych prowincji. Senat podarował ziemie zdobyte na Antiochu III sprzymierzeńcom. Lwią część otrzymał władca Pergamonu, resztę dostała republika Rodos. Rzymianie często interweniowali w sprawy państw Azji Mniejszej, występując w roli rozjemcy w konfliktach między hellenistycznymi królestwami. Jak już wcześniej wspomniano kierowali się przy tym dewizą „dziel i rządź”, popierając słabsze państwa przeciwko silniejszym.

Ofiarą tej polityki padli nawet dotychczasowi sojusznicy – Pergamon
i Rodos, które w dobie III wojny macedońskiej nie wykazały, w opinii Rzymu, wystarczającego zaangażowania, a nawet ośmieliły się, jak Rodos, zaproponować pośrednictwo w rokowaniach pokojowych.

Za karę spadły na dotychczasowych przyjaciół szykany, a na najważniejszego sprzymierzeńca w regionie wyrosło królestwo Bitynii. Władcy rządzący z Nikomedii dotychczas byli wrogo nastawieni do Pergamonu, a poprzez związki dynastyczne z Antygonidami pozostawali w napiętych relacjach z Rzymem.

Sytuacja uległa zmianie po klęsce Macedonii pod Pydną w 168 roku p.n.e (zobacz – Pydna 168 p.n.e). Rządzący Bitynią Pruzjasz II w upokarzającej formie błagał o przebaczenie poselstwo rzymskie, uznając się za wyzwoleńca i sługę republiki.

Ponieważ stosunki rzymsko – pergamońskie uległy ochłodzeniu po klęsce Perseusza, senat szukający przeciwwagi dla Attalidów w regionie zaakceptował korną prośbę Pruzjasza i przebaczył wcześniejsze winy.

Ówczesna obecność Rzymian w Azji ograniczała się do wysyłania komisji senackich i nacisków dyplomatycznych. Sytuacja ta uległa zmianie w 133 roku p.n.e, kiedy to nagle zmarł Attalos III, zapisując w testamencie swe królestwo ludowi rzymskiemu.

1280px-Acropolis_of_Pergamon_-_Friedrich_Thierch_-_1882
Akropol Pergamonu. Domena publiczna.

Niespodziewany legat wzbudził wiele kontrowersji w Rzymie. Część polityków była przeciwna przyjęciu spadku po ostatnim Attalidzie. Przeważyło ostatecznie zdanie Tyberiusza Semproniusza Grakkcha, który zamierzał sfinansować swe reformy za pomocą pergamońskich bogactw.

Ziemie dawnego królestwa przekształcono w prowincję Azja. Zaprowadzenie nowych porządków w tej krainie okazało się trudniejsze, niż początkowo sądzono.

Niezadowolony z pominięcia jego osoby przy sukcesji tronu, pochodzący z nieślubnego łoża bratanek króla Aristonikos, wszczął rebelię przeciwko Rzymowi (zobacz – Powstanie Arsitonikosa).

Opierając się na masach ludowych, na biedocie i niewolnikach stworzył tak zwane królestwo słońca i przez kilka lat, prowadził skuteczną walkę z armiami rzymskimi wysyłanymi w celu stłumienia powstania. Okazało się ono na tyle trudne do spacyfikowania, że senat zmuszony był wezwać sprzymierzonych królów na pomoc.

Przejęcie schedy po Attalidach przyniosło krociowe zyski. Pomijając jednorazowy zastrzyk gotówki w postaci skarbca królestwa, Rzymianie zaczęli od 121 roku p.n.e czerpać wielkie sumy z tytułu podatków, ściąganych z nowej prowincji.

1280px-Kleinasien_II
Azja Mniejsza w przeddzień I wojny mitrydatejskiej. Domena publiczna.

Publikanie

Rzym w odróżnieniu od monarchii hellenistycznych nie posiadał rozwiniętej biurokracji, wobec czego obowiązek ściągania należności powierzono prywatnym przedsiębiorcom, tak zwanym publikanom ( publicani ).

Ludzie wchodzący w skład tej grupy wpłacali określoną kwotę do skarbu państwa, zyskując w zamian możliwość zbierania trybutu w prowincji. Intratność tego przedsięwzięcia polegała na tym, iż władze centralne nie ingerowały w wysokość sum, jakie publikanie pobierali od ludności.

Otwierało to drogę do skandalicznych nadużyć. Żądni bogactw poborcy podatkowi rujnowali miejscową społeczność wygórowanymi kwotami trybutu. Gdy ci już nie mieli pieniędzy, by płacić, oferowali pożyczki na lichwiarski procent, w efekcie czego pożyczkobiorca, nie będąc w stanie spłacić kredytu, stawał się niewolnikiem.

Kryjąc się za potęgą Rzymu publikanie rozszerzyli swe wpływy poza granice prowincji Azja. Rozpoczęli działalność w sąsiednich królestwach, zależnych od Rzymu. Znane są skutki ich poczynań w Bitynii.

W dobie wojen przeciwko Cymbrom i Teutonom Rzym wystosował odezwę do króla Nikomedesa III Euergetesa, prosząc o dostarczenie posiłków wojskowych. Nikomedes odpowiedział, że większość Bityńczyków, ograbiona przez poborców podatkowych, popadła w swojej prowincji w niewolę.

Jak pokazuje powyższy przykład, działalność publikanów była niezwykle destrukcyjna. Teoretycznie publikanie podlegali administracji rzymskiej, uosabianej w prowincji przez namiestnika. Ludność mogła złożyć odwołanie od nadużyć poborców.
W praktyce jednak wspólnota interesów publikanów i namiestników, często wspierana sowitymi łapówkami powodowała, iż namiestnicy nie reagowali na nadużycia.

Znamienny jest casus Rutyliusa Rufusa, namiestnika Azji, który przeciwstawił się nadużyciom publikanów. Ci, w akcie zemsty wytoczyli mu proces o ździerstwa! Ponieważ proces odbywał się przed sądem złożonym z ekwitów, zapadł wyrok skazujący Rufusa na wygnanie.

Rutyliusz wybrał jako miejsce zesłania Azję, gdzie został podjęty z honorami przez miejscową ludność. Perypetie Rufusa dobitnie pokazują bezkarność publikanów.

Działalność rzymskich finansistów zrujnowały niegdyś kwitnące królestwo Pergamonu. Zubożała ludność serdecznie nienawidziła publikanów, czekając na stosowny moment na zemstę.

Mściciel ze Wschodu

Okazja do wyrównania rachunków pojawiła się wraz z wybuchem I wojny mitrydatejskiej. Mitrydates VI Eupator Dionisios od dłuższego czasu pozostawał w napiętych relacjach z Rzymem.

Oficjalnie Mitrydates VI był przyjacielem i sprzymierzeńcem ludu rzymskiego. Jednak nadmierna ambicja i niezależność tego władcy od dawna drażniła Rzymian. To że przez wiele lat utrzymywał się pokój między Rzymem a Pontem było jedynie zasługą skomplikowanej sytuacji politycznej.

Italskie mocarstwo uwikłane w liczne konflikty zewnętrzne i dodatkowo osłabione wewnętrznymi tarciami wolało na razie nie zaczepiać władcy Pontu. Senat czekał na bardziej sprzyjający moment do rozprawienia się z kłopotliwym sprzymierzeńcem.

Mitrydates VI Eupator
Mitrydates VI Eupator

Do przesilenia doszło w chwili śmierci króla Bitynii, Nikomendesa III, rywala Mitrydatesa VI w walce o lokalną hegemonię. Eupator postanowił wykorzystać moment osłabienia Bitynii i osadził w tym kraju marionetkowego władcę.

Spotkało się to z gniewem Rzymu, który poparł wygnanego Nikomedesa IV. Sprawę miał na miejscu wyjaśnić senator Maniusz Akwiliusz.

Rzymski komisarz zamiast wygasić konflikt i przywrócić status quo doprowadził do wybuchu pełnoskalowej wojny. Do dziś trwają dyskusje między historykami czy bezczelność Akwiliusza była celowym działaniem mającym doprowadzić do wojny, czy Rzymianin jedynie zgrzeszył pychą i chciwością, niechcący prowokując Mitrydatesa do ataku.

W każdym razie nim Rzym zorientował się co się dzieje wojska królewskie zalały Bitynię i rzymską prowincję Azja, gromiąc naprędce zebrane siły.

Tak niespodziewany obrót sprawy wywołał wielkie zamieszanie wśród Hellenów, tamtejsze miasta nie mogły się zdecydować po czyjej stronie się opowiedzieć. Liwiusz pisał, że: kiedy jedne [miasta] ciągnęły swą ludność do Mitrydatesa, inne do narodu rzymskiego. Większość Hellenów witała wszakże Eupatora jako boga i zbawcę, tylko nieliczne miasta zamknęły swe bramy przed królem Pontu.

Mitrydates – król dobroczyńca

Mitrydates nie zaniedbywał polityki wewnętrznej, zręcznymi posunięciami podsycał sympatie Greków do siebie. Król zwolnił między innymi miasta z obowiązku płacenia podatków przez pięć lat.

Jednak nie wszyscy podzielali ten entuzjazm. Wśród nowych poddanych nie brakowało takich, którzy uważali, że to jedynie stan przejściowy i że wkrótce powrócą rzymskie rządy. Wielu Greków aktywnie współpracowało z Rzymianami pozostającymi w Azji, pomagając im przedostać się w bezpieczne miejsca.

Mieszkańcy Smyrny uchronili przed niewolą Rutyliusza Rufusa wywożąc go na Lesbos. W Adramytion siłą trzeba było rozpędzać miejscową radę wypowiadającą się za Rzymem. Nawet w Efezie, którego ludność tak żywiołowo witała nastanie nowej władzy, znajdowali się ludzie lojalni wobec Rzymu. Mitrydates zdawał sobie sprawę z chwiejności nowych poddanych.

Nawet już po wydaniu edyktu efeskiego znajdowali się tacy, którzy pomagali uciec Rzymianom. Z królewskiego listu skierowanego do satrapy Leonipposa dowiadujemy się o poczynaniach niejakiego Chajremona: Król Mitrydates śle pozdrowienia swemu satrapie Leonipposowi. Chajremon, syn Pythodorosa zawierzył już zawierzył już bezpieczeństwo zbiegłych Rzymian i ich synów miastu Rodos, a teraz, dowiedziawszy się o moim nadejściu, sam uciekł do świątyni Artemidy Efeskiej i stamtąd śle listy do Rzymian, wspólnych wrogów rodzaju ludzkiego. Fakt, że uszły mu bezkarnie niecne czyny, jakie już popełnił, zachęciły go do dalszych wystąpień przeciw nam. Dopilnuj, najlepiej jak możesz, by dostarczono go do nas albo trzymaj go w niewoli pod strażą, dopóki nie będę na tyle wolny, by się nim zająć.

Krwawa rozprawa z Rzymianami

Król musiał znaleźć rozwiązanie dwóch palących kwestii w polityce wewnętrznej, pierwsza dotyczyła losu Rzymian i Italików, licznie przebywających na ziemiach podbitych przez Eupatora. Druga dotyczyła lojalności greckich poddanych. Chwiejna i kunktatorska postawa Greków nie uszła uwadze Mitrydatesa. Król był zbyt sprytny by ufać Hellenom.

Mitrydates zdecydował się na drastyczne rozwiązanie, w tajnym dekrecie rozkazał swoim satrapom i władzom miejskim wymordować wszystkich Rzymian i Italików przebywających w Azji; miano nie oszczędzać nawet kobiet i dzieci. Wspólna zbrodnia miała być rękojmią lojalności miejscowej ludności, która po takiej zbrodni nie mogłaby liczyć już na wyrozumiałość Rzymu.

Adresaci królewskich listów mieli przystąpić do akcji po upływie 30 dni od otrzymania rozkazu. Rzeź miała rozpocząć się jednocześnie we wszystkich miastach, aby nie dać szansy Rzymianom na ucieczkę. Majątek pomordowanych miał zostać podzielony między oprawców a króla.

Aby zachęcić do masakry Mitrydates obiecywał niewolnikom, którzy zgładzą swych rzymskich panów wolność, dłużnikom połowę kwoty, którą byli winni wierzycielom, donosicielom, którzy zadenuncjują ukrywających się nagrody pieniężne.

Jednocześnie tym którzy próbowaliby ocalić Rzymian bądź Italików, a nawet jedynie pochować pomordowanych groziły surowe kary.

Nieszpory efeskie

W umówiony dniu w Azji rozpętało się piekło, od dawna tłumiona nienawiść do Rzymian wybuchła ze zdwojoną siłą. W miastach rozpoczęły się masowe rzezie przybyszy z Italii.

Przerażeni Rzymianie próbowali szukać schronienia w lokalnych świątyniach, które od wieków były miejscem azylu. Tym razem opieka bogów nie zapewniała ochrony przed gniewem Hellenów.

W Kaunos mieszkańcy oderwali błagalników od ołtarza Westy, pomordowali dzieci na oczach matek, żony na oczach mężczyzn a na końcu mężczyzn. W Efezie Rzymian szukających ratunku w świątyni Artemidy, wywleczono na zewnątrz i pozabijano. W Pergamonie Grecy nie chcąc wtargnąć do świątyni Asklepiosa, pozabijali Italów strzałami z łuków. W Adrymmentóm, które początkowo przecież nie chciało przyłączyć się do Mitrydatesa również doszło do pogromu. Ofiary topiono w morzu, nie litując się nawet nad dziećmi.

Niektóre miasta w obawie przed ewentualnymi konsekwencjami ze strony Rzymu zdecydowały się osobiście nie przelewać krwi, lecz wysłużyć się cudzymi rękoma. Mieszkańcy Tralles wynajęli Teofila z Paflagonii, aby zgładził Rzymian przebywających w ich mieście. Teofil, dziki człowiek, jak określał go Appian zapędził swe ofiary do świątyni Zgody i wymordował, posuwając się nawet do obcinania rąk ludziom, którzy nie chcieli puścić posągów bogów.

SDC17980
Ruiny teatru w Efezie. Zdjęcie M. Kowalski.

Bilans czystki

Określenie liczby zamordowanych w „nieszpory efeskie” jest problematyczne. W źródłach dominuje pogląd, że w wyniku masakry życie stracili wszyscy Rzymianie przebywający wówczas w Azji Mniejszej.

Z pewnością jest to nieprawda, albowiem wiadomo, że bliżej niekreślonej liczbie Rzymian i Italików udało się zbiec na Rodos, Kos, a części na Delos.

Niektórzy autorzy podają nawet konkretne liczby pomordowanych – według Plutarcha i Florusa zginęło aż 150 tys. ludzi. Mniejszą liczbę zabitych przytaczają Memnon i Waleriusz Maksymus – 80 tys.

Szacunki te wydają się być zdecydowanie zawyżone. Wątpliwe jest aby aż tylu Rzymian i Italików przebywało w 88 roku p.n.e na terenach okupowanych przez Mitrydatesa.

Zapewne najbliższy prawdy był Kasjusz Dion twierdzący, że w rzezi dokonanej przez Lucjusza Korneliusza Sullę na jeńcach wziętych w bitwie pod Bramą Kollińską zginęło więcej ludzi niż Rzymian i Italików w „nieszporach efeskich”.

Ilu zatem samnickich jeńców wymordowano 2 listopada 82 roku p.n.e w Villa Publica na Polu Marsowym? Na to pytanie jak to często bywa w przypadku historii starożytności nie da się jednoznacznie odpowiedzieć.

Źródła podają różne liczby straconych Samnitów. Szacunki antycznych autorów znacząco się różnią i wahają się od 3 do 9 tysięcy zabitych jeńców. Nawet jednak zakładając górną liczbę, to wydaje się ona bardziej realna niż 80 tys. czy 150 tys. ludzi, które pojawiają się w kontekście „nieszporów efeskich”.

Barbarzyństwo czy Realpolitik?

Decyzja króla o masakrze była różnie interpretowana przez historyków. Theodor Mommsen postrzegał „nieszpory efeskie” jako przejaw okrucieństwa wschodniego tyrana: rozkaz etezyjski nie był tylko bezcelowym aktem zwierzęco ślepej zemsty; skala mordu, w której widać rozmach orientalnego władcy, świadczyć miała zarazem o możliwościach króla.

Wydaje się jednak że Mitrydates nie kierował się ślepą nienawiścią tylko zimnym pragmatyzmem – rzeź przekreśliła możliwość porozumienia miast greckich z Rzymem. Grecy splamieni krwią miejscowych Rzymian i Italików nie mogli już liczyć na łaskę Republiki, więc musieli wiernie stać u boku króla.

Przyszłość pokazała, że nawet wspólna zbrodnia nie zdołała scementować sojuszu Greków z królem Pontu. Już niebawem Mitrydates musiał tłumić liczne bunty greckich miast.

 

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 1 570 obserwujących.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.