Siedmiu przeciw Tebom. Bunt, który stał się początkiem końca Sparty.

Nocą w pochmurny, grudniowy dzień 379 roku p.n.e, z Aten wyszła mała grupa, licząca według różnych źródeł siedmiu lub dwunastu ludzi. Przewodził nimi Melon. Mężczyźni uzbrojeni byli w krótkie mieczyki, prowadzili ze sobą dla niepoznaki psy myśliwskie. Myliłby się jednak ten, kto sądził, że udają się na polowanie. „Myśliwi” przekroczyli góry Kithajronu, leżące na południe od sławnego miasta Teby i zaczaili się w jodłowym lesie porastającym zbocza gór.

Tajemniczy wędrowcy byli wygnańcami z Teb. Przed trzema laty ich ojczyzną zawładali podstępnie Spartanie, wezwani do miasta przez Leontiadesa – jednego z czołowych polityków, który posłużył się Spartanami, aby rozprawić się z wewnętrzną opozycją. Leontiades mając oparcie w spartańskich wojownikach, którzy obsadzili Kadmeję – cytadelę Teb, krwawo rozprawił się z politycznymi przeciwnikami. Wielu ludzi zginęło, około 300 obywateli musiało uciekać za granicę. Leontiades rządził miastem jako tyran.

Przeciw marionetkowemu prospartańskiemu rządowi zawiązał się szeroko zakrojony spisek. Wtajemniczeni weń byli zarówno uciekinierzy, którzy znaleźli azyl w Atenach, jak i kilku obywateli Teb.

Spiskowcy czekali w ukryciu aż do wieczora, do momentu kiedy z pobliskich pól zaczęli schodzić rolnicy. Mężczyźni wmieszali się w tłum zmierzający do bram Teb i przez nikogo nie zaczepiani weszli do miasta. Skierowali swe kroki do domu Charona, wtajemniczonego w spisek. Do wieczora w domu Charona zebrało się 48 mężczyzn.

Spiskowcy planowali wykorzystać zbliżające się święto do przeprowadzenia przewrotu. Cały dzień trwały przygotowania do akcji, przymierzano pancerze i sprawdzano ostrość mieczy.

W pewnym momencie rozległo się gwałtowne walenie do bramy. Jak się okazało nieproszonymi gośćmi byli wysłannicy Archiasza. Posłańcy wzywali Charona przed oblicze tyrana. Gospodarz z pokerową miną odrzekł, że wkrótce odwiedzi Archiasza, nie chce jednak pokazywać się w towarzystwie jego sług żeby nie wzbudzać plotek.

Gdy posłańcy odeszli wśród spiskowców wybuchła panika, część z nich podejrzewała Charona o zdradę. Gospodarz widząc konsternację wśród gości, przywołał swojego syna, Archidama, którego pozostawił jako rękojmię swojej lojalności.

Ten gest Charona zmieszał nieco spiskowców, którzy zaczęli się zarzekać, że nikt go nie podejrzewa o zdradę. Mimo tego Charon nakazał synowi pozostać w domu wraz z innymi członkami sprzysiężenia, sam zaś udał się do domu Fillidasa, w którym przebywali również Archiasz i Filip.

Tyrani przepytywali Charona, czy nie wie nic o wygnańcach, którzy mieli wrócić do Teb i ukrywają się gdzieś w mieście. Charon uspokoił swych rozmówców, że nic na ten temat nie wie i zapewnił, że jeśli tylko dowie się czegoś na ten temat, natychmiast o tym doniesie.

Rozmowa z tyranami uspokoiła Charona – władze nie wiedzą nic konkretnego o sprzysiężeniu. Zadowolony udał się do domu. Nie wiedział, że jeszcze tego samego dnia pełna lista zamachowców znajdzie się w rękach Archiasza!

Jakiś czas po odejściu Charona przybył posłaniec z Aten, który przyniósł list od kapłana świątyni w Eleuzis, sprzyjającego tyranom, w którym kapłan ostrzegał przed spiskiem i przesyłał listę spiskowców, w tym nazwisko Charona.

Jednak Archiasz mocno już wypity nie miał ochoty na czytanie korespondencji. Schował list pod poduszkę sofy na której leżał, mówiąc: na jutro sprawy poważne! Ta nonszalancja miała drogo go kosztować.

Po powrocie do domu Charon uspokoił zdenerwowanych kompanów. Wraz z nastaniem zmroku członkowie sprzysiężenia wyruszyli, aby obalić tyranów. Podzielili się na dwie grupy, jedna pod wodzą Charona miała zlikwidować Archiasza, druga dowodzona przez Pelopidasa, zmierzała do domów Leontidesa i Hipatesa.

Aby nie zwracać na siebie uwagi zamachowcy przywdziali wieńce na głowę, niektórzy nawet przebrali się za kobiety. Dzięki temu z daleka przypominali grupę pijaków, którzy włóczą się po zmroku w towarzystwie heter. Zresztą były to środki zbyteczne, silny wiatr i zamieć śnieżna opustoszyły ulice z przechodniów.

Charon i jego towarzysze weszli nie zwracając na siebie uwagi do domu Filliadesa, gdzie odbywała się rozpustna hulanka zorganizowana z okazji święta zwanego Afrodizja. Biesiadnicy byli już mocno zmęczeni świętowaniem, o czym może świadczyć fakt, że przywitali nowych gości radosnym okrzykiem: Kobiety, kobiety przyszły!

Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie, jeden ze spiskowców, Melon ruszył w kierunku Archiasza. Po drodze zaczepił go jeszcze Kabiriach, który poznał wygnańca i krzyknął do gospodarza domu: Filliadesie, czy to nie Melon?

Było już jednak za późno na reakcję, Melon odepchnął Kabiriacha i dobywszy miecza runął na Archiasza, który z trudem próbował wstać z sofy; spiskowiec kilkoma ciosami uśmiercił tyrana.

W tym momencie do akcji ruszyli inni członkowie sprzysiężenia, Charon ciosem w kark, położył trupem Filipa i zwrócił się przeciw Lizyteosowi, który nie mając innej broni pod ręką zaczął rzucać w zamachowca kielichami. Na nic się to zdało, Charon powalił Lizyteosa na ziemię i zabił.

W zamieszaniu zginął również Kabirych, którego początkowo spiskowcy nie zamierzali krzywdzić, jednak gdy ten wpadł w panikę i nie chciał oddać włóczni, którą wziął aby się bronić, zabili go.

Zupełnie inny przebieg miała akcja, którą kierował Pelopidas. Ponieważ dom Leontidesa był dobrze pilnowany, Pelopidas i jego ludzie musieli użyć podstępu, aby dostać się do środka.

Zapukali do bramy i oświadczyli słudze, który pilnował wejścia, że przynoszą ważny list z Aten. Gdy służący uchylił nieco furtę aby odebrać pismo, rzucili się na niego i wdarli do środka.

Plutarch pisał o Leontidesie, że:  występny był to człowiek i o tyrańskim usposobieniu, ale nieustraszonego ducha i silny w ręku. W chwili zagrożenie w pełni uzewnętrzniły się te cechy.

Gospodarz słysząc hałas na podwórzu domyślił się, że to napad, chwycił za sztylet i zbrojnie stawił czoło intruzom, jednocześnie wzywając służbę na pomoc.

Leontides starł się z napastnikami w drzwiach, ciosem miecza w bok ciężko ranił Kefisodorosa, a następnie zaatakował Pelopidasa, zadając mu ranę w głowę; sam kilkukrotnie zraniony wreszcie został obalony przez Pelopidasa na posadzkę i przygwożdżony ciosem miecza.

Następnie spiskowcy udali się do domu Hypatesa, który gdy tylko się zorientował w sytuacji próbował uciekać, ale został dogoniony i zabity na dachu sąsiedniego domu.

Po wyeliminowaniu przywódców prospartańskiego rządu spiskowcy udali się w kierunku więzienia, aby odbić przetrzymywanych tam rodaków. I tym razem próbowali osiągnąć swój cel za pomocą fortelu.

Podczas gdy inni zaczaili się w jednym z zaułków, do więziennej bramy podszedł Fillidas, który był uważany za zaufanego człowieka tyranów i zażądał wydania Amfiteosa. Jednak Fillidas nie był tak dobrym aktorem jak Charon.

Strażnik widząc, że Fillidas jest podekscytowany, a i pora dziwna, zaczął przepytywać: Kiedy to Fillidasie, polemarchowie wzywają więźnia o takiej porze? Kiedy robili to przez ciebie? Jaki przynosisz znak? Zdenerwowany dociekliwością strażnika Fillidas, przebił rozmówcę oszczepem, kładąc go na miejscu trupem. Wtedy jego towarzysze biegiem runęli w kierunku bramy, wyłamali ją i oswobodzili więźniów.

Stronnicy Sparty w popłochu uciekali na Kadmeję. Jednak dowodzący garnizonem stracili głowę, zamiast od razu uderzyć na powstańców i zgnieść ich nim przegrupują siły i otrzymają posiłki, postanowili biernie czekać na dalszy rozwój wypadków w cytadeli, ograniczając swoją działalność do wysłania posłańca do Sparty, z prośbą o odsiecz.

Plan_of_Thebes
Plan Teb. Domena publiczna.

Tebanie początkowo próbowali wziąć Kadmeję szturmem, odparci, postanowili zagłodzić obrońców. Po kilkudniowej blokadzie spartańskiej załodze zaczął doskwierać głód, Spartanie nie mogąc dłużej utrzymać cytadeli zawarli umowę na mocy której mogli bezpiecznie opuścić miasto.

Powstanie w Tebach zapoczątkowało serie wojen tebańsko – spartańskich, w wyniku których upadła mocarstwowa potęga Lacedemonu. Główne role w tych zmaganiach odegrali uczestnicy opisywanych powyżej wydarzeń – Pelopidas i Epaminondas.


 

„A jeśli dobra sztuka, oklaski dajcie

 

 i razem wszyscy radość nam swą okażcie”

W starożytności aktorzy tymi słowami kończyli występy na scenie. Czasy się zmieniły, a wraz z nimi środki wyrażania opinii, więc jeśli powyższy artykuł przypadł Wam do gustu nie musicie dawać oklasków; swą sympatię możecie okazać w inny sposób – obserwując Antyczny.blog na Twiterze i Facebooku lub zapisując się do poniższego newslettera.

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Bibliografia

W. Biernacki, „Wojna beocka 379 – 371 p.n.e”, Zabrze – Tarnowskie Góry 2012.

R. Kulesza, „Sparta w V – IV wieku p.n.e”, Warszawa 2003.

A. Krawczuk, „Siedmiu przeciw Tebom”.

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s